Multitasking – hit czy kit?

Kiedyś, dawno, dawno temu bez wahania odpowiedziałabym, że hit.

Uważałam multitasking za cenną i pożądaną umiejętność, dzięki której lepiej radzę sobie z natłokiem informacji i zadań. Byłam dumna z tego, że robię kilka rzeczy na raz i wydawało mi się, że jestem wówczas bardziej efektywna. Ale robiąc kilka rzeczy jednocześnie, tak naprawdę realizowałam je powierzchownie, nigdzie nie będąc w pełni obecnym i nie byłam w pełni wydajna.

Fakty są takie, że mózg ludzki nie jest w stanie jednocześnie koncentrować uwagi na więcej niż jednym obiekcie. Zachodzi tzw. interferencja podwójnego zadania, co znacznie obniża efektywność. Konieczność ciągłego przełączania się między zadaniami zajmuje dodatkowy czas i energię oraz powoduje, że mózg przestaje być zdolny do koncentracji uwagi na jednej rzeczy przez długi czas.

Moją pracę wciąż przerywały maile, telefony, sms – y, prośby innych, a kalendarz był po brzegi wypełniony spotkaniami i telekonferencjami. Odpisywanie na maile w trakcie szkolenia czy realizacja bieżących zadań w czasie telekonferencji były standardem. Na przerwę i regenerację czasu już nie starczało. Na koniec dnia byłam sfrustrowana i wyczerpana.

Dlaczego? Bo nadmiar bodźców to dla naszego układu nerwowego niezwykle silny stresor. Brak skupienia na jednej aktywności burzy spokój naszego umysłu i zmniejsza poczucie dobrostanu. Przeciążenie oznacza wyczerpanie naszych zasobów energetycznych, a brak odpoczynku nie pozwala na odbudowanie energii.

Finalnie, zmieniłam swój tryb życia.

Co mi pomaga?

1.   Przygotowuję sobie na dany tydzień listę ważnych zadań. W zależności od stopnia ich skomplikowania wybieram od jednego do trzech zadań, którymi zajmę się w danym dniu. Dzień pracy zaczynam od realizacji zadania priorytetowego, dopiero po jego ukończeniu realizuję kolejne.

2.   Zawsze gdy pracuje nad ważnym zadaniem, zamykam pocztę e – mail. Nie muszę przecież odpowiadać na każdego maila natychmiast po jego otrzymaniu. Zamykam również wszystkie okna przeglądarki internetowej, strony, które kuszą nowymi informacjami.

3.   Wyciszam wszelkie możliwe dźwięki w telefonie, by nie odrywać się od pracy. Powiadomienia sprawdzam raz na godzinę.

4.   Nie akceptuję automatycznie wszystkich zaproszeń na spotkania, szkolenia, webinary. Wybieram te, w które chce zainwestować swój czas i uwagę.

5.   Nie przeładowuję swojego kalendarza i planuję w nim przerwy między spotkaniami (koniec z tzw. maratonami).

6.   Porzuciłam multitasking na rzecz robienia tylko jednej rzeczy naraz. Cokolwiek robię, jestem w tym w pełni obecna. Dążę do tego, by zawsze być „tu i teraz”.

7.   Zaakceptowałam fakt, że nie da się zrobić wszystkiego. Pogodziłam się z tym, że nie jest możliwe, by odpowiedzieć na każdy e – mail, brać udział w każdym spotkaniu, uczestniczyć w każdym projekcie, przeczytać każdy artykuł.

8.   Dbam o higienę pracy i życia. Regularnie robię sobie przerwy. Po pracy „wylogowuję się”.

9.   Przestałam żyć w szalonym tempie. Daje sobie czas na oddech, ciszę i myślenie. Oswoiłam się z nicnierobieniem i przestałam uważać bezczynność za stratę czasu i przejaw lenistwa.

10. Staram się jak najczęściej angażować w to, co lubię robić. W pracy w miarę możliwości wybieram zadania, które dają mi satysfakcję, a po pracy aktywności, które sprawiają mi przyjemność i radość.

Taka zmiana nie była lekka, łatwa i przyjemna. Wymagała min. porzucenia wielu głęboko zakorzenionych nawyków i modyfikacji wielu przekonań. Ale wdrożenie powyższych zasad ZNACZĄCO zmniejszyło odczuwany przeze mnie stres i zwiększyło mój wellbeing.

Udostepnij